Finanse, pieniądze, lokaty, firma i wszystko co związane z biznesem.
W obecnej sytuacji gospodarczej przedsiębiorcy mają czasem spore problemy z domknięciem sowich zakładowych budżetów, a fiskus raczej nie lubi im w tym pomagać. Ciężko jednak ocenić, na ile obecna zła kondycja przedsiębiorstw wynika z kiepskiej koniunktury a jak wielu przypadków trudności finansowych udałoby się uniknąć przy zastosowaniu kilku prostych metod. Zacznijmy od tego, że likwidacja miejsc pracy niekoniecznie jest dobrym rozwiązaniem. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu- zakład przestaje zarabiać. Tymczasem niewielu przedsiębiorców próbowało zaproponować pracownikom niższe pensje lub przejście na przykład na umowę o dzieło. Tymczasem, jak od jakiegoś czasu sygnalizują związki zawodowe, właśnie takie rozwiązanie byłoby akceptowalne. Wielu szuka oszczędności obniżając koszty produkcji. To jednak z reguły wiąże się a obniżeniem jakości produktu finalnego. A warto byłoby myśleć nieco do przodu i zapytać samego siebie co osiągnie firma po kryzysie- nic. Nic, bo jeśli nawet w czasie recesji klienci zwracają uwagę na jakość to w czasach dobrej koniunktury tym bardziej odrzucą produkty przeciętne. A straconą na własne życzenie reputację bardzo ciężko będzie odbudować w jakikolwiek sposób.
Zapewne wielu z was zadaje sobie pytanie jak poznać, że kryzys zaczyna zaglądać do waszego portfela. Kiedy się już tam rozpanoszy to będzie wiadomo, ale przecież na pewno istnieje jakiś sposób, żeby obronić swój domowy budżet przed skutki recesji. Rzeczywiście, ale sposób jest tylko jeden- trzeba nagle ten budżet mieć. I to w dodatku dobrze rozpisany, im dokładniej- tym lepiej spełni swoje zadanie, bo z małej ilości danych nie da się wyciągnąć słusznych wniosków. Dlatego ci, którzy nie prowadzą swojego budżetu od przynajmniej kilku miesięcy- nie będą mieli okazji przekonać się czy już jest naprawdę źle, czy to co przezywa ich portfel to tylko przejściowe trudności. Dlaczego sąsiadka nie powie? Bo zapewne tez nie prowadzi budżetu, ale nie to jest głównym powodem. Kryzys może przyjmować różne postaci, w różnym stopniu odbijać się na przykład na cenach różnych produktów. A ponieważ każdy z nas robi zakupy inaczej, kupuje różne ilości zupełnie odmiennych produktów- budżet każdego z nas wygląda inaczej. Jeśli średnie miesięczne wydatki wzrosną (bez dodatkowych powodów) o jakieś pięć do siedmiu procent to będzie już zaawansowany kryzys. Zapaść to wzrost cen o około trzy i pół do pięciu procent. I wbrew powszechnej opinii wysokość dochodów nie może być czynnikiem wskaźnikowym.
Jednym z podstawowych kroków pożyczkodawców, jakie mają nas zachęcić do zaciągania zobowiązań jest maksymalne upraszczanie procedur i minimalizowanie ilości wymaganych dokumentów. Ale na pewno nie w każdym banku takie uproszczone procedury będą obowiązywały, tym bardziej, jeśli dotyczyć mają kredytów na wyższą kwotę. Powinniśmy się więc liczyć z tym, że idea kredytu na dowód nie an wiele się zdaje i przyda się zaświadczenie o zatrudnieniu, zaświadczenie o zarobkach, inne dowody potwierdzające wpływy oraz oczywiście dowód tożsamości. Standardową procedurą jest też pobieranie informacji z Biura Informacji Kredytowej, które gromadzi dane o kredytobiorcach, rejestrując wysokość ich zobowiązań i terminowość spłat. Te informacje jednak banki uzyskują same droga służbową, trwa to zazwyczaj dosłownie kilkanaście minut, wiec nie jest problemem a ma dość duże znaczenie, bo przy dużym zadłużeniu szanse na większy kredyt oczywiście maleją. Zazwyczaj najbardziej wiarygodne banki nie uciekają się do jakiegoś drastycznego skracania procedur a raczej jako zachętę stosują niższe oprocentowanie przy pełnych procedurach formalnych. To daje obu stronom większe korzyści.
Wielu ludzi nie inwestuje w obligacje, tłumacząc sobie, że trzeba mieć dużo pieniędzy. Tak właśnie na większość Polaków działa już samo słowo „inwestycja”. Ja natomiast mam obligacje za trzysta złotych, znam cała masę ludzi, którzy w ten sposób oszczędzają sto złotych. Aby zakupić obligacje trzeba mieć właśnie tyle, bo stały koszt jednej obligacji to równe sto złotych. Nie trzeba wydawać grubych tysięcy. Wielu tez martwi się, co będzie, jeśli coś się stanie. Wiadomo, wypadki chodzą po ludziach i choć usilnie zaleca się, aby raz zainwestowanych pieniędzy nie ruszać do końca okresu inwestycji, to jednak jeśli zechcemy- możemy w każdej chwili sprzedać obligację i zyskać na nich tyle ile wypracowały od momentu zakupu. Nie jest też prawdą, że aby kupić obligacje skarbowe trzeba odczekać długie godziny w kolejce. Postęp technologiczny rozwiązał ten problem i teraz zakup obligacji trwa piętnaście minut, o ile skorzystamy z bankowości internetowej lub telefonicznej. Wielu polaków martwi się też, że na inwestycji straci. Na inwestowaniu w obligacje skarbowe stracić nie można, ponieważ zysk jest gwarantowany przez Skarb Państwa i nie było jeszcze przypadków, żeby ktoś nie otrzymał należnych mu odsetek.
Niemal każdy z nas zarabia pieniądze, ale jak zrobić, żeby było ich więcej? Zasada jest bardzo prosta - to nie my musimy pracować na pieniądze, to one powinny pracować dla nas - pod tym tajemniczo brzmiącym zdaniem kryje się prosty sposób na pieniądze - inwestowanie. Doskonale opowiada o tym książka "Bogaty ojciec, biedny ojciec" Roberta Kiyosakiego, oraz jej kontynuację. Warto przeczytać tą książkę i spojrzeć na pieniądze w inny sposób, być może odmieni to Twoje życie. Podstawą każdego biznesu jest dobry pomysł. Często wpadamy na niego przypadkiem, niekiedy długo myślimy, co mogłoby się sprawdzić, a co nie - nie ma reguły. Dobry pomysł w połączeniu z samozaparciem i dążeniemdo wyznaczonego wcześniej celu jest gwarancją sukcesu każdego biznesu, niezależnie od formy w jakiej będzie on prowadzony oraz gałęzi gospodarki, czy to będzie np. szwalnia, czy usługi budowlane lub informatyczne. Warto ciągle myśleć o rozwijaniu biznesu, istnieje tak zwany paradoks czasu, polegający na tym, że jeśli się stoi w miejscu, to tak naprawdę się cofa - jest w tym sporo prawdy.